Obserwatorzy

środa, 23 marca 2016

Mata.

11 komentarzy:
Hej, 

Muszę Wam powiedzieć, że XXI wiek i era fenomenu social medii jest dla mnie niesamowita. Nie zaprzeczam, że obserwuję bardzo dużo osób to przez bloga, instagram, facebooka czy snapchata. Wrzucamy dosłownie wszystko ... jedni całe swoje życie (dosłownie całe), inni tylko jakąś część którą chcą udostępnić. Jedni pokazują życie prywatne, inni starają się je jakoś odseparować. Tak czu inaczej, wszyscy jesteśmy "rozpoznawalni" mniej lub bardziej.

Ja też nie jestem inna, prowadzę bloga (raczej takie moje miejsce do przemyśleń, bo z blogiem to nie ma chyba za wiele wspólnego), instagrama i snapchat (tu już jestem bardziej aktywna. Wrzucam przede wszystkim moje zmagania z odchudzaniem, cellulitem czy moje psiaki - jednak życia prywatnego mało, bo po co komu moje żale czy złamane serducho, żeby za chwilę tłumaczyć, że już jest wszystko okej) czy wreszcie facebooka (tu wrzucam spontanicznie zdjęcia, piosenki itd.)

I muszę Wam powiedzieć, że mimo, że nie zajmuję się tym na co dzień, bo to tylko moje "dodatkowe zajęcie", to nawet ja dostaję mnóstwo maili z zapytaniem o współpracę, o testowanie tego czy tamtego. Powiem bardzo szczerze, że rzadko kiedy się zgadzam. Tylko dlatego, że coś jest darmowe nie znaczy, że to muszę mieć prawda?
Jeśli mam coś sprawdzić, to już chcę to wykorzystać na 100% a nie tylko po to by sobie tym zaśmiecać mój "pamiętnik" przepisując skład czy opis producenta.
Jakiś czas temu dostałam maila od pewnego pana, czy chciałabym przetestować matę firmy Sissel A jako, że ja notorycznie psuję maty (nie mam pojęcia jak!) to się zgodziłam. 




Mata, w porównaniu do tych co miałam, jest bardzo gruba, miękka i antypoślizgowa (co jest dla mnie mega wygodne!) Nie jest taka, jak zwykłe maty - jest wykonana z pianki przez co bardzo wygodnie się na niej ćwiczy, nie "odjeżdża" ani nie podwija się. 

Ja osobiście bardzo dużo korzystam z maty - robię brzuchy, rozciąganie itd. I szczerze wszystkie maty które miałam były zrobione z podobnej gumy, przez co bardzo szybko się psuły i odznaczały. Ta jest z takiej pianki, bardzo przyjemna i co ważne, nie ślizgam się :) 

Zwykłe maty kosztują w granicach 30/40 zł w górę, a ta firmy Sissel jest sporo droższa, bo już ponad 200 zł musimy liczyć. 
Czy warto?
Na to już musi sobie każdy sam odpowiedzieć, bo to wszystko zależy do czego i jak często będziemy jej używać. Jeśli tylko sporadycznie to nie wiem czy ma to sens wydawać tyle pieniążków, ale jeśli ćwiczymy dużo i tak jak ja zmieniacie maty często to myślę, że warto zainwestować w jedną i porządną. 

Kilka info od producenta: 


SISSEL® GYM MAT to uniwersalna i wytrzymała mata do ćwiczeń, przeznaczona zarówno do profesjonalnego treningu, jak i użytku domowego.
  • Antypoślizgowa, ciepła i przyjemna w dotyku powierzchnia.
  • Dzięki optymalnej grubości i gęstości doskonale absorbuje siłę uderzeń.
  • Poręczna i łatwa do zwijania.
  • Łatwa do czyszczenia i dezynfekcji.
  • Wykonana z wysokiej jakości pianki.
  • Zaokrąglone brzegi.
  • Dostępna w trzech kolorach: szarym, niebieskim i czerwonym.
  • Wymiary: dł. 180 x szer. 60 x wys. 1,5 cm

Tak, ćwiczę na niej codziennie, szczególnie teraz gdy sobie zaostrzyłam treningi... ale o tym w następnym poście. 




xOxO
Karo

sobota, 12 marca 2016

Dieta i trening.

11 komentarzy:
Witam Was, 

Nawet nie będę się nad tym rozwodzić dlaczego nie pisałam.
Ja nie jestem blogerką ani nic, nie ubieram się modnie (mogłabym cały czas chodzić w leginsach/dresach, koszulce i air maxach), mój make up pozostawia wiele do życzenia (czasem mam maskarę nawet we włosach) ani nie znam się na modzie (zapytaj mnie o film lub piosenkę Ice Cube`a a nie o nowe trendy).

Tego bloga traktuję jako swój wirtualny pamiętnik, odskocznię od wszystkiego co dzieje się w realnym świecie. Tak to już jest z nami w tym XXI wieku, że zamiast chować pamiętnik (pisany ręcznie) gdzieś w pokoju (by czasem nikt nie przeczytał) upubliczniamy wszystko .. taki w nas ekshibicjonizm!

P.S. Jakoś uwielbiam nawiasy chyba! 

Ostatnio bardzo często wrzucam coś na facebooka czy instagrama, chyba mam taką potrzebę, lubię się dzielić sukcesami, jak i porażkami (choćby ten mój nieznośny cellulit) bo wiem, że są dziewczyny, które tego potrzebują! Tu bardzo dziękuję za wszystkie wiadomości, snapy i komentarze, odpisuję na wszystkie jak tylko przez nie przebrnę!
Ja sama zaglądam to wielu osób szukając motywacji i energii, dobrego słowa i realnych dziewczyn. Bo co mi po tym, że widzę piękne modelki w czasopismach? Nie dość, że są śliczne i szczuplutkie to jeszcze photoshop sprawia, że są idealne - a tym samy nierealne. To nie dla mnie, ja potrzebuję realnych motywacji, prawdziwych kobiet z cellulitem, rozstępami czy przesuszonymi włosami - to wszystko jest tak "normalne", że o tym zapominamy i próbujemy to ukryć jak tylko się da!
A co się stanie jak to pokażemy?
KONIEC ŚWIATA chyba nastąpi ...
Ja to sprawdziłam, wrzuciłam zdjęcie na instagram w szortach i sportowym topie, cały cellulit na wierzchu i co? (nie będę Wam go tu wrzucać, zapraszam na insta)

Nie dostałam chyba ani jednego złego komentarza! Co więcej, zaczęło mnie obserwować mnóstwo osób, usłyszałam wspaniałe słowa ..
Sama nie wiem już jak ten nasz świat działa, bo z jednej strony chcemy być "idealni" a z drugiej szukamy tego co prawdziwe i, że tak powiem "nieprzetworzone".


No ale odbiegam od tematu bo miało być o diecie i treningu. Często dostaję takie pytania, więc już wszystko wyjaśniam,
Od pewnego czasu współpracuję z kimś kto mi układa dietę i treningi, także wszystkie makro są policzone i jest to dieta ułożona pod mój organizm, moje cele i wyobrażenia.
Ograniczam węgle do minimum,  a to nie znaczy, że je całkowicie wyeliminowałam z diety. To znaczy, że jem ich minimalna ilość, co jest konieczne by funkcjonować i mieć jakąkolwiek energię na treningu.
Moja dieta opiera się głównie na białku i zdrowych tłuszczach (plus oczywiście warzywa, owoce itd.) Jem ok 1700 kcal na dzień w 4 posiłkach. Nie będę pisać wam całego jadłospisu, jako, że nie ma to sensu, gdyż to co może być dobre dla mnie nie będzie dobre dla kogoś innego. Wszystko trzeba dobrać do swoich potrzeb i możliwości. Wypijam mnóstwo wody, biorę odpowiednie suplementy (omega 3, witaminy itd. ... plus morwę białą, która reguluje mi poziom cukru we krwi, niestety jestem mega łasuchem i mogłabym żyć na samej czekoladzie!) ...

Co do treningu, to trenuję 4-5 razy w tygodniu.
1. Nogi, pośladki, brzuch + kardio
2. Klata, barki, biceps + kardio
3. Plecy, biceps, brzuchol + kardio

Gdy kończę trening 3 to znów zaczynam od pierwszego i tak w jednym tygodniu robię np 2 razy nogi, w innym 2 razy plecy a w kolejnym 2 razy klatę itd.

+ raz w tygodniu chodzę na pole dance.

Jeśli macie do mnie jakieś konkretne pytania to piszcie, na pewno odpowiem :) czasem trwa to niestety dłużej, bo jest tego sporo ( co mnie dziwi i cieszy zarazem! ) Piszcie w komentarzach, na maila lub na facebooku :)

Szczerze, to nie wiem czy ktokolwiek to czyta czy piszę tylko dla siebie, ale to w sumie nie ważne, bo lubię się czasem wygadać nawet sama sobie - tym samym oszczędzam moje przyjaciółki ciągłym gadaniem o diecie czy treningach!

Zapraszam również na instagram czy snapchata @karolina_rocky :) Bardzo chętnie Was pooglądam i zobaczę jak sobie radzicie z życiem ... U mnie na snapie dziś foto z serii -> Me handeling life! 

xOxO 
Karo

środa, 23 grudnia 2015

Krytyka.

5 komentarzy:
Dobry wieczór, 

Jakoś mam taką potrzebę napisania czegoś. Już ostatnio się nad tym zastanawiałam i pisałam o tym na Facebooku , a mianowicie o krytyce samego siebie.


Dlaczego jesteśmy zawsze bardziej krytyczni wobec siebie i własnego ciała?! 😤
Bo tak naprawdę wkładamy mnóstwo pracy i wysiłku w to by wyglądać jak wyglądamy. By być jak najlepszą wersją samego siebie.
Tak samo jak inni chodzimy na siłownie i wylewamy z siebie siódme poty.
Tak samo jak oni trzymamy dietę, staramy się jeść zdrowo i regularnie. Wybieramy to, co jest dla naszego ciała jak najlepsze.
Tak samo dbamy o nawilżenie ciała od wewnątrz (pijąc mnóstwo h2o) jak i od zewnątrz (nawilżając ciało by było miękkie i jędrne).
Więc dlaczego u innych ten wysiłek doceniamy i wspieramy w dalszej walce, ba nawet podziwiamy, że potrafią się "wziąć za siebie". A siebie to nawet nie potrafimy pochwalić i powiedzieć : 
"mała, spisałaś się na medal"!!! 
A powinniśmy zacząć od siebie. Powinniśmy troszkę łaskawszym okiem spojrzeć na siebie i od czasu do czasu pochwalić swój wysiłek! 
Nie patrzmy zawsze na innych, gdy największych "bohaterów" mamy pod nosem. To my sami nimi jesteśmy! 
Bo kto codziennie męczy się na siłowni, wylewa siódme poty i chodzi z zakwasami?
Kto przygotowuje posiłki i potem je wcina widząc już w myślach te zmiany, które mają nastąpić w naszym ciele?
Kto wypija hektolitry wody, by organizm był dobrze nawodniony?

To my sami, My! My! My!

(cieszmy się małymi sukcesami)

Jako, że mamy Święta, a to jak wiemy jest czas wybaczeń (tak, bardzo dziwne słowo ;>) i miłości, więc wybaczmy sobie te wszystkie gorsze dni, te chwile słabości i skończmy to rozpamiętywać, a zacznijmy bardziej kochać i docenić siebie samych i swoje ciało, swój wysiłek! 

Jakoś mam taką potrzebę wykrzyczenia wszystkim, że mimo, że nie jesteśmy jeszcze tam gdzie byśmy chcieli to jesteśmy na najlepszej drodze by tam dotrzeć. Więc nie narzekajmy, nie poddawajmy się i nie marudźmy. Bądźmy dumni. Bo każda podróż się kiedyś kończy, a najważniejsza jest podróż jaką przebywamy by przybyć do tego celu. 

Nie ważne ile razy upadasz, 
ważne ile masz w sobie siły by się podnieść i iść dalej. 

Takim pozytywnym akcentem życzę Wam wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia :*

xOxO 
Karo


🙌

niedziela, 1 listopada 2015

Ideał.

12 komentarzy:
Hej.
Bardzo dawno nie pisałam. To nawet nie brak czasu, ale brak weny. Sama nie wiem, wszystko miałam w głowie, jakoś nie miałam potrzeby wygadania się i roztrząsania moich przemyśleń. Dziś mam.
Ostatnio ciągle myślę nad tymi wszystkimi "ideałami". No może nie cały czas, ale gdzie nie spojrzę to "Idealna figura w 21 dni", "Idealny tyłek", "Idealny makijaż", "Idealne włosy" [...] wszystko jest takie "idealne".
No ale czy dla każdego to to samo? Kiedyś, gdy byłam młodsza to chciałam być takim ideałem.



Mieć wymiary 90-60-90, ważyć ok 50 kg (wydawało mi się, że przy moich 162 cm to odpowiednia waga), mieć gładkie nogi bez cellulitu i rozstępów (plus oczywiście przerwa między nogami, by uda nie ocierały o siebie) do tego płaski brzuch i szczupłe ramiona, piękne kości policzkowe, lśniące włosy [...] mogłabym wymieniać bez końca!

Jeszcze jakiś czas temu, szczególnie u nas w Polsce, tylko chudzinki uchodziły za śliczności i niedościgniony ideał. Teraz coraz więcej osób ćwiczy, chce być fit! Uwielbiam to. Z jednej strony Ewa Chodakowska, trenerka Polaków. Mimo, że z nią nie ćwiczę to podziwiam, że tyle osób "namówiła" do zmiany stylu życia, do ruszenia tyłeczka sprzed telewizora. Z drugiej Anna Lewandowska, śliczna babka promująca zdrowy styl życia, no i świetnie, na pewno dużo osób się nią inspiruje! Czy wreszcie moja ulubiona Sylwia Szostak, osoba, która jest nie tylko trenerką ale i wspaniałą osobą, która zawsze znajdzie czas by Ci odpowiedzieć czy doradzić! Niesamowita energia płynie od tej małej silnej kobietki!

No ale nie o takich ideałach miało być :) Bo ja już się z tego wyleczyłam. Nawet nie wiem kiedy. Pogodziłam się z tym, że nie należę do takich kobiet. Nigdy nie będę na tyle chuda .. i nawet nie chcę. Zawsze będą podzielone opinie. Szczerze to często się spotykam z tym, że ktoś mi pisze, że mam wielkie nogi, że jestem gruba, że jestem taka i owaka. Osoby, które mnie nie znają, wysyłają mi takie snapy, zostawiają takie komentarze, wysyłają takie wiadomości. Nie wiem po co bo ja mam świadomość tego jak wyglądam, mimo to ja "hejtu" nie praktykuję i nie zamierzam.




Moje wymiary na dzień dzisiejszy to:
talia: ok 66 cm 
biodra: ok 105 cm 

Więcej wymiarów nawet nie sprawdzałam bo średnio mnie na dzień dzisiejszy interesują. Na wagę nie wchodzę od dłuższego czasu (niesamowicie dobrze mi z tym!) nogi idą mi bardzo opornie, ale czuję zawsze po spodniach, że coś leci. Mam cellulit (ojj mój ulubieniec, tak mnie kocha, że nie chce się ze mną rozstać), mam rozstępy ( te mi akurat nie przeszkadzają, ktoś mi nawet kiedyś powiedział, że lubi moje rozstępy bo opowiadają historię mojego życia, są częścią mnie - bardzo mądra dziewczyna!) .. Mam też wielki tyłek i większe nogi! Ale za to mam wąską talię i zaokrąglone biodra. Podobno bardzo kobieca figura, także tego się trzymam :) 
Bo prawda jest taka, że te wymiary i numerki nie sprawią, że staniemy się szczęśliwsi czy zdrowsi. Nie można opierać swojego samopoczucia na liczbach, które tylko my widzimy! Inni ich nie widzą, nie dostrzegają i tak naprawdę mają to gdzieś czy ważymy 50 czy 80 kilo. O ile jesteśmy zdrowi, zadbani i uśmiechnięci inni nas też tak zobaczą. 
Ja wiem, że w dzisiejszych czasach ważne jest to, co inni o nas myślą, co o nas mówią. Ale może warto by było posłuchać swojego wewnętrznego JA i o nie zadbać. Bo to JA żyję w tym ciele, to JA mam się czuć dobrze i to JA mam władzę nad tym, czy coś osiągnę czy nie! 

Nie znaczy to, że przestałam dbać o siebie. Staram się trzymać dietę, ćwiczę 4 razy w tygodniu siłowo + cardio. Ale nie zależy mi na wychudzeniu ciała (już się nie głodzę i nie kombinuję z dietą!) a na ujędrnieniu, i ukształtowaniu sylwetki.
Ostatnio coraz częściej pod zdjęciami na  Instagramie słyszę, że jestem THICK FIT . Ale to już całkiem inny rozdział :)

Kochani, mam nadzieję, że u Was humorki dobre, że doceniacie i kochacie siebie. Nie ważne czy jesteś szczupła czy okrąglejsza, wysoka czy niska, masz wielki tyłek czy mały biust. Wszyscy zasługują na to by chodzić przez życie z uśmiechem. Życie jest już dość ciężkie, jest tyle zła i smutku, że sami sobie go już nie dodajmy! 

Buziaki, 
Karo 





sobota, 16 maja 2015

Szczera spowiedź.

28 komentarzy:


Hej.
Jestem jak alkoholik, który ciągle wraca do swojego nawyku. Wszędzie słyszę, że jak czegoś bardzo chcesz to możesz to osiągnąć. Musisz porzucić złe nawyki i być konsekwentny, cierpliwym aż dojdziesz do celu.
Więc co jest ze mną nie tak?
Pozbyłam się już mnóstwa złych nawyków, jednak nadal jest jeden do którego ciągle wracam. Czekolada. Zawsze gdzieś się przewinie i wskoczy w moje ręce.
Nie wiem dlaczego jestem taka słaba pod tym względem, ale tylko to ciągle sabotuje moją walkę.
Mogłabym tu teraz mówić, że jestem beznadziejna, loser, grubasek, wieloryb, nieudacznik etc. Mogłabym wymieniać bez końca! Ale czy to coś zmieni?
Nie.
Bo jedyną osobą, która coś może zmienić to jestem ja. Po raz tysięczny mówię:

  Jestem Karo i jestem uzależniona od czekolady. 

Początkiem walki ze swoim problemem jest przyznanie się do problemu, prawda? A ja się do tego otwarcie przyznaję. To było od zawsze moim problemem, bo o ile potrafię opanować jedzenie 5 posiłków dziennie, zdrowe odżywianie i picie wody. Nie mam problemów z ćwiczeniami ani kardio.
Już powoli jest mi wstyd się przyznawać, że "całe życie" walczę z nadwagą, i powinnam już być najbardziej fit osobą na świecie, a jednak ciągle sama sobie podkładam kłody pod nogi.
Myślę czasem, że się boję. Że boję się tego co będzie, że boję się mojego nowego ciała, że boję się tego jakie nowe możliwości mnie czekają.
Jestem bardzo strachliwa.

Często boję się nowych rzeczy, nie podejmuję wyzwań. Chcę to zmienić, nie chcę być całe życie schowana w bańce. Pierwszą rzeczą, której nikt się nie spodziewał były 2 tatuaże. Nie sądziłam, że się odważę a jednak. Zrobiłam to. To było rok temu, od tego czasu nie zrobiłam już nic takiego, co jest po prostu porażką. Mam na nadgarstku napisane "No Fear" a jednak ciągle towarzyszy mi jakiś wewnętrzny strach.
Ostatnio najbliższa mi osoba powiedziała mi, że ten napis do mnie nie pasuję, bo ja ciągle się czegoś lękam. Niestety, ale ma on rację. Chyba czas udowodnić mu, że jednak potrafię stanąć na wysokości zadania! Od dziś, od teraz podejmuję każde wyzwanie, chwytam każdą okazję!
***
Jako, że zawsze boję się pokazywać publicznie w stroju kąpielowym. Unikam wyjść na basen czy nad jezioro. Ale dziś się troszkę poopalałam, i mimo, że nie wyglądam rewelacyjnie, to się Wam pokażę. Od dziś stosuję się do tego co mówię. Ja zawsze byłam i jestem zdania, że nie liczy się rozmiar a zadbane i jędrne ciało. Gdyby nie mój cellulit i zbędny tłuszczyk to bym wcale nie narzekała, że mam za dużo kilogramów. Także spróbujmy inną taktykę -> kocham moje ciało i robię wszystko by dobrze się w nim czuć. 



Podobno jak przez pewien okres czasu wykonujemy określoną czynność to wejdzie nam ona w nawyk. Także przez najbliższe 2 tygodnie (tak na początek) postaram się wyrzucić z diety cukier całkowicie (nawet ten mały cukiereczek, który mam w aucie), postaram się co 2 dzień masować nogi bańką chińską i pisać tu na blogu. To takie 3 rzeczy, z którymi powinnam sobie poradzić, prawda? Są specjalnie z różnych dziedzin. 
Trzymajcie kciuki! 
xOxO
Karo.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Nienawiść i złośliwość, choroba naszych czasów.

14 komentarzy:


Dzień dobry,
Jestem już powoli przerażona tym, że gdziekolwiek nie spojrzę widzę strasznie złośliwe komentarze. Każdy profil na instagramie, fanpage na facebooku czy blog. Wszędzie coś się trafi. Już nawet nie mówię, że tu przemawia zazdrość, bo większość to chęć sprawienia przykrości innej osobie.
Nie mam pojęcia skąd się to wzięło, ani jak zaczęło. Jestem świadoma, że początkiem zawsze jest lekka zazdrość, a może chęć zburzenia czyjegoś szczęścia, sprawienia by był tak samo smutny i zgorzkniały jak ta osoba.
Mam wrażenie, że ta plaga powoli się rozwijała, aż wreszcie ten cały "hejt" osiągnął jakieś apogeum.

Wchodzę do pewnej dziewczyny na profil, wygląda bardzo ładnie, fajnie ubrana, sukieneczka do kolan, sandałki, włosy ładnie splecione. Nie jest rozmiaru XS a powiedziałabym L/XL. Wygląda bardzo apetycznie. Czytam komentarze - 48 komentarzy pozytywnych, aż dochodzę do "anonimów" wyśmiewających dosłownie wszystko, od koloru sukienki po rozmiar stóp! 

Nie wiem jakie był sens tych komentarzy, bo dziewczyna raczej sobie stóp nie zoperuje, no ale na pewno jej się zrobiło troszkę smutno więc cel osiągnięty.
Czasem mam wrażenie, że bycie szczęśliwym, odnoszącym sukcesy czy wyglądając w miarę jak człowiek to jakieś przestępstwo! wtf?!

Może ja jestem jakaś dziwna, może ja nie wiem o co chodzi w wielkim świecie, ale nikt mi nie powie, że sprawianie komuś przykrości jest trendy! Że anonimowość w internecie pozwala na poniżanie innych. I nie mówię tu o konstruktywnej krytyce czy własnym zdaniu.

Mój ulubiony hejt co do własnej osoby, to ten ... pod moim zdjęciem na instagrami:


Także stwierdzam, że cieszę się, że już nie chodzę do szkoły bo byłabym pośmiewiskiem! 
Dostałam już komentarze typu "promujesz bycie grubym" (serio? Ja promuję bycie grubym?!), albo pytanie typu " nie wiem czy wiesz, ale jesteś gruba" (tak wiem, mam lustro w domku!).

Wiem jak wyglądam, wiem, że nie jestem chudzinką (i nie chciałabym być!), jestem tego świadoma więc samobójstwa teraz nie popełnię ani nie polecę na operację plastyczną. Ale jest całe mnóstwo historii i wiadomości o ludziach, którzy przez hejt w internecie odbierają sobie życie. 
Następnym razem gdy napiszemy coś negatywnego zastanówmy się, czy to jest konieczne. Czy nasz komentarz naprawdę wniesie coś do życia danej osoby czy tylko niepotrzebnie ją zdołuje, czy to krytyka czy czysta złośliwość! 

Ja i moje "pośmiewiskowe nogi" życzymy pięknej niedzieli, ja idę się teraz wreszcie zrelaksować z książką :)


xoxo
Karo.